Czy wracanie do dzieciństwa zawsze pomaga?

Eseje... | 0 komentarzy

O ryzyku rozbudzania traum i granicach pracy z przeszłością

„Nie każda rana wymaga ponownego otwarcia żeby się zagoić.”

Jednym z najmocniej zakorzenionych przekonań w kulturze terapeutycznej jest to że klucz do zdrowia leży w przeszłości. Że żeby zrozumieć siebie dziś, trzeba wrócić do dzieciństwa. Że ból który nosimy ma swój początek w tamtych latach i tylko dotknięcie go u źródła przyniesie ulgę.

To przekonanie ma swoje korzenie w psychoanalizie Freuda i przez dekady kształtowało myślenie o terapii. Jest w nim ziarnko prawdy. Ale jest też poważne ryzyko o którym zbyt rzadko się mówi.

Problem z ponownym przeżywaniem

Badania nad traumą — szczególnie te prowadzone przez Bessela van der Kolka i innych badaczy traumy — pokazują że wielokrotne wracanie do traumatycznych wspomnień bez odpowiedniego przygotowania i zasobów może przynieść więcej szkody niż pożytku. Zamiast przepracowania — następuje retraumatyzacja. Rana nie goi się, lecz jest rozbudzana na nowo.

Układ nerwowy nie odróżnia wspomnienia od rzeczywistości. Kiedy pacjent wraca do traumatycznego zdarzenia bez odpowiednich narzędzi — ciało reaguje tak jakby to się działo teraz. Poziom kortyzolu rośnie, układ limbiczny się aktywuje, człowiek jest znowu w tamtym miejscu. I jeśli nie ma zasobów żeby to zintegrować — wychodzi z sesji bardziej rozbity niż wszedł.

Kiedy przeszłość pomaga, a kiedy szkodzi

Praca z przeszłością ma sens gdy pacjent ma wystarczające zasoby — stabilność emocjonalną, poczucie bezpieczeństwa w relacji terapeutycznej, zdolność do regulacji emocji. Wtedy dotykanie trudnych wspomnień może przynieść integrację i ulgę.

Ale gdy pacjent jest w kryzysie, gdy jego układ nerwowy jest przeciążony, gdy brakuje mu podstawowego poczucia bezpieczeństwa — wracanie do dzieciństwa może być przedwczesne i szkodliwe. Wtedy ważniejsza jest praca tu i teraz: stabilizacja, budowanie zasobów, nauka regulacji.

Zasada kliniczna: Przed pracą z przeszłością — najpierw zasoby. Terapeuta powinien ocenić czy pacjent ma wystarczającą stabilność żeby dotknąć trudnych treści bez ryzyka retraumatyzacji. Głębokość pracy musi być dostosowana do aktualnej kondycji pacjenta, nie do teorii terapeutycznej.

Terapia zorientowana na teraźniejszość

Współczesne podejścia terapeutyczne coraz częściej odchodzą od modelu „wykop i przepracuj” na rzecz pracy z tym co jest dostępne tu i teraz. Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach, terapia ACT, podejścia somatyczne — wszystkie one zakładają że zmiana jest możliwa bez konieczności szczegółowego rekonstruowania przeszłości.

To nie znaczy że przeszłość jest nieważna. Znaczy że nie zawsze musi być głównym polem pracy. Czasem wystarczy zmienić to co człowiek robi dziś — a przeszłość traci swój ciężar sama.

Głębszy wymiar

Jest jeszcze jeden wymiar tej rozmowy który warto podjąć. Niektóre tradycje — w tym chrześcijańska — mówią że człowiek nie jest więźniem swojej przeszłości. Że przebaczenie, nawrócenie, łaska — mogą uwolnić od ciężaru który żadna analiza dzieciństwa nie ruszy. Nie dlatego że przeszłość nie istnieje. Ale dlatego że jest ktoś kto może ją odkupić.

To nie jest alternatywa dla dobrej terapii. To jest inny poziom tej samej pracy — głębszy, dotykający tego czego techniki nie dosięgną.

Więcej o tym podejściu można znaleźć na https://terapiakodzrodlowy.pl/

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nasza polityka prywatności

Pin It on Pinterest

Share This